Ballada o Trzech
Gdańskich Budrysach
Zawsze wszędzie tylko Trzej
Tadeusz Pruszek
Stanisław Kamiński
I Edward Pogorzelski
Ów Pierwszy to fotograf
Ów Drugi to śpiewak operowy
Ów Trzeci
Przez Lata znany w Sopocie kuśnierz
A kiedy odszedł ze swego zawodu
To także już znany
Sopocki kamienicznik
Imieniny urodziny
I wypady na Sylwestra
Była to już swoja paka
I nikt nigdy w tej paczuszce
Nie był w stanie
Jakkolwiek cokolwiek
I komukolwiek namieszać
Od Jastrzębiej Góry
Po Operę Leśną w Sopocie
Wiadomo to był już ich
Prywatny grunt
Każdy był sokół
I każdy orzeł
W swojej pasji
W swojej profesji
W swoim zawodzie
A jednocześnie
Gorliwy druh
Tadeusz Pruszek
Mistrz fotografii
Każdy festiwal
Przede wszystkim
Festiwal Sopocki
To jego broszka
Wszystko zapisał
Wszystko utrwalił
I miał już markę
Tak niezawodną
Każdego dopadł
By zrobić fotografię
I zawsze każdemu
Wyzwaniu sprostał
Wszedłeś do pracowni
Zdjęć wszędzie bez liku
Na biurku
Na półkach
I na podłodze
Wszystko zrobione
Na czas i bez pośpiechu
I był zawsze ów czas
By ze swoimi Budrysami
Spotkać się z marszu
Ot tak natychmiast
Od razu i tak nagle
Bowiem każdemu ku sobie
Zawsze było po drodze
By coś omówić
By coś ustalić
Lub by choć wiedzieć
Co jest u kogo
Debaty zawsze były
dokładne
By w ustaleniach
Nigdy nie pominąć
Ani niczego
Ani nikogo
I gdy przy kawie
Był i naparstek
Naparstek wiadomo
Specjalność krawiecka
Kuśnierza Edwarda
Była i zaraz
Wesoła Wdówka
W wykonaniu Stasia
Operowego śpiewaka
I nawet szklanki
Szklanki zadrżały
Zadrżała także i butelka
I wszelkie sprawy
Jakże już całkiem
Inaczej biegły
I Pracownia Kuśnierska
Edwarda Pogorzelskiego
Przez lata w suterenie
Przy ulicy Abrahama
To była ta prawdziwa
Leśna Opera
Sopocka
Stanisław Kamiński
Gdy podniósł oczy
To zawsze w sobie
Miał coś z toastu
Struny głosowe
Dyskretnie napinał
I drżały ściany
Kiedy zaśpiewał
Wesołą Wdówkę
Prosto z Opery
Prosto z Teatru
I zajrzała tu nieraz
Choćby na jedno zdanie
Na jedno słówko
I Ania Walentynowicz
I Obie Gwiazdy
I ze swoją Danusią
Profesor Jan Żebrowski
Z dobrym dowcipem
Lub z nową książką
Dedykowaną aby przeczytać
I na górną półkę
Na wieki odstawić
Aby móc czasem
Kiedyś tam zajrzeć
I bywał tu często
Ze swoją Bożą Iskrą Elekryczną
I Jan Marciniak
Przez lata Sopocki
Starszy Cechu
Także i po to
Aby móc sprawdzić
Napięcie w gniazdku
By to co ma chodzić
By zawsze chodziło
I grzała się grzała
Kuśnierska igła
Kiedy był w akcji
Borys Polewoj
Bo Krąg tak mocny
Jak atmosfera
Wtedy dopiero
Tworzy się klimat
Tryskający z całą mocą
Tą właściwą energią
I każdy na swój sposób
Mistrz ceremonii
Czego podjął się to zawsze
Wykonał z nawiązką
Bo Trzech Budrysów
Co ustaliło
To odtąd było
Już jedną głową
I żadnej korekty
Już być nie mogło
Tylko to jedno
Nie udało się jednak
Bowiem siła
I Tych Trzech Budrysów
Jednak gdzieś prysła
Tadeusz Pruszek
I Stanisław Kamiński
Każdy spoczywa
Na swoim Cmentarzu
A Edward Pogorzelski
Najmocniejszy z owych Trzech Budrysów
Przy każdej okazji
Z przyjacielską łezką w oku
Obu Budrysów
Serdecznie wspomina
I idzie nieraz
Do obu na cmentarz
I niesie kwiaty i znicze
Świadom że czasów które minęły
Nie spotka nigdy i nigdzie
I gdy zamyśli się
I gdy zapomni się
I czasem zajdzie
Gdzieś za daleko
Sam potem docieka
Czy to wydaje się
Czy naprawdę słyszy
Wesołą Wdówkę
W wykonaniu
Stanisława Kamińskiego
A może to li tylko
Nagłe wspomnienie
Dalekie coraz dalsze
Coraz bardziej zanikające echo
I przypomina się i fotografia
Nieraz i niejedna
W szufladzie w biurku odszukana
Od razu widać
Ta siła i ta dzika pasja
Tadeusza Pruszka
Sopockiego fotografa
A i dobrego kompana
Stanisław Józef Zieliński
13 08 2022
Komentarze
Prześlij komentarz